Gra
W Kanadzie trzy lata temu chłopak imieniem Max kupił nową grę komputerową "Zombie Word". Wrócił do domu i włączył komputer. Kiedy zainstalował grę, włączył ją i poszedł do kuchni po picie. Grał do późna. Około północy usłyszał pukanie w szybę. Wystraszony wyjrzał przez okno, ale nic tam nie było. Poszedł spać. Następnego dnia grał cały dzień. Wieczorem ktoś zadzwonił do drzwi. Max poszedł otworzyć, jednak za drzwiami nikt nie stał. Chłopak się wkurzył, nienawidził kiedy ludzie robili mu żarty. Od tego dnia przez cały następny miesiąc działo się coś dziwnego. W końcu Max przestał grac w tą grę, ale tylko przez dwa dni. Czuł, że coś go do tej gry ciągnie, że się uzależnił. I znowu grał. Pewnej nocy zasnął przy komputerze. Obudził się w szafie. Słyszał głosy w koło siebie. Głównie jakieś przeraźliwe jęki. Powoli uchylił drzwiczki i wyjrzał na korytarz. Po całym jego domu chodziły zombi. Nie miał więc jak uciec. I nagle coś zauważył. Wszystkie potwory wyglądały znajomo... Zesztywniał zdając sobie sprawę, że te zombi to jego przyjaciele, rodzina, sąsiedzi. Wymknął się do pokoju i zamknął na klucz. Wyjrzał na zewnątrz. Ulice były puste, jedynie jeden czy dwa zombiaki. Czyżby śnił? Nie, to nie był sen. Nagle zza okna wyskoczył jego zombi-brat, a ze wszystkich stron otoczyły go inne zombie. Wiedział, że umrze, więc nawet nie próbował uciekać, błagał tylko żeby zabito go szybko. Jednak nierozumne potwory nic nie rozumiały. Po chwili był już jednym z nich. Wrócili do gry, na półki sklepu, żeby znaleźć nowych zombie.