Przeklęty naszyjnik
Był środek lata. Jak co rano szłam na spacer z psem. Pussy (tak nazywa się moja suczka) nagle zaczęła się dziwnie zachowywać. pociągnęła mnie w krzaki i zaczęła kopać i szczekać. Schyliłam się i zobaczyłam duży, piękny i cały złoty! Wzięłam go i poszłam z Pussy do domu. Mama była oszołomiona moim naszyjnikiem, a także wszystkie moje koleżanki. Minęła reszta lata i przez cały czas miałam super szczęście. Nadszedł czas iść do szkoły. Pierwszy tydzień nauki był wspaniały. Miałam same 6 i 5. Pewnego dnia koleżanka poprosiła mnie żebym jej pożyczyła mój naszyjnik. Zgodziłam się. Następnego dnia oddała mi go z powrotem, akurat na ważny test. Przez cały następny tydzień miałam strasznego pecha. Z testu dostałam jedynkę, chłopak ze mną zerwał, pokłóciłam się z koleżanką, skręciłam kostkę i dostałam szlaban od rodziców za nic. Przez następne tygodnie było coraz gorzej. Któregoś dnia na lekcji patrzyłam się w okno i widziałam obcego mężczyznę. Podniosłam rękę i powiedziałam, że on tam jest, ale nikt go nie widział. Spojrzałam na ławkę. Leżała tam złożona kartka. Otworzyłam ją. Pisało tam: "Oddałaś naszyjnik? Teraz będziesz mieć takiego pecha przez resztkę życia!".
- Co? Jaką resztkę życia? Mam 14 lat! - Szepnęłam.
- Sam! - Usłyszałam głos nauczycielki. - Czy chciałaś coś powiedzieć?
- Nie, przepraszam - odpowiedziałam.
Kartka zamigotała i teraz napis głosił: "W końcu twój pech cię zabije i to nie długo!". Przeraziłam się. Natychmiast wybiegłam z sali i pobiegłam do łazienki. Chciałam się pozbyć tego naszyjnika, ale nie było zapięcia. Zdenerwowana wyjęłam z plecaka nożyczki i rozcięłam naszyjnik. Spadł mi w ręce. Spuściłam naszyjnik w toalecie i poszłam do domu. Wiem, że powinnam wrócić na lekcję, ale nie miałam ochoty się tłumaczyć. W domu poszłam pod prysznic. W lustrze zauważyłam naszyjnik na szyi. T e n naszyjnik! Znowu go rozcięłam i wystraszona wyrzuciłam go przez okno. Rano kiedy się czesałam znów miałam go na szyi. Z płaczem pobiegłam do mamy. Opowiedziałam jej co się stało, a ona mi powiedziała, żebym sprawdziła w internecie. Znalazłam legendę o t y m naszyjniku. Podobno, naszyjnik przynosi szczęście dopóki go komuś nie dasz lub nie pożyczysz. Potem przynosi tylko pecha, a po dwóch miesiącach powoduję śmierć. Przeraziłam się, bo dwa miesiące od tego zdarzenia mijają za tydzień, a ja wiedziałam, że nie przeżyję. Przez następny tydzień żyłam na maksa. Pogodziłam się z kumpelą i chłopakiem, chodziłam na imprezy i spisałam mini-testament.
W dzień mojej śmierci jeszcze raz wszystkich pożegnałam. Do śmierci została godzina, a naszyjnik po wyrzuceniu wraca po dwóch czy trzech... Pomyślałam, że go spalę. Kiedy to zrobiłam usiadłam na łóżku i czekałam. Na ścianie w pokoju zmaterializował się napisane krwią zdanie: "Pożałujesz, że to zrobiłaś". Miałam to gdzieś. Nawet się nie przejęłam. Siedziałam sztywno. Wtedy moja śmierć nadeszła. Bomba pod moim domem wybuchła i wyleciałam w powietrze. Potem przyglądałam się wszystkiemu jako duch. W wybuchu zginęłam tylko ja. Całe szczęście! Potem przyjechała policja, karetka i straż pożarna. Zapakowali moje ciało i odjechali. Mnie coś ciągnęło ku górze i poleciałam za tą siłą. Stanęłam przed bramą i wreszcie ktoś mi otworzył. Niestety to nie był raj...
Wiecie co to było :) Pozdrawiam i zachęcam do udziału w konkursie!